Poznawanie świata, odkrywanie nowych szlaków, docieranie tam, gdzie nikt wcześniej nie miał odwagi od zawsze fascynowało ludzi.


Zbyt duża pewność siebie…

Niestety podróże wiążą się także z niebezpieczeństwem i nie wszystkie kończą się szczęśliwie. Tak było w przypadku Titanica.

RMS Titanic był brytyjskim transatlantykiem typu Olympic, należącym do towarzystwa okrętowego White Star Line. Z nocy z 14/15 kwietnia 1912 roku, podczas swojego pierwszego rejsu na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown-Nowy Jork, statek zderzył się z górą lodową i zatonął. Jego katastrofa spowodowała, że znowelizowano prawo i zasady bezpieczeństwa morskiego.

Zanim jednak doszło do katastrofy, pierwsze plany budowy liniowca powstały wiosną 1907 roku. Dyrektor kampanii White Star Line oraz dyrektor stoczni, zdecydowali o budowie trzech statków. Ich silniki miały pozwolić na rozwinięcie prędkości aż 24 węzłów czyli około 44,4 km/h. Warto podkreślić, że jednostki White Star Line miały być dłuższe o około 100 stóp, czyli 30,5 m, od statków konkurencyjnych firm, a także oferować luksus, jakiego nikt wcześniej nie widział. W chwili wodowania Titanic nosił zaczytane miano największego parowego statku pasażerskiego na świecie. Od strony technicznej statek ten wyróżniał się nowatorskim systemem podziału wnętrza kadłuba. Było tam 16 przedziałów wodoszczelnych, zamykanych automatycznymi grodziami wodoszczelnymi, które pozwalały mu utrzymać się na wodzie nawet w wypadku zderzenia, przy czterech zalanych przedziałach.

Na dzień przed wypłynięciem, w piątej kotłowni Titanica, tuż przy grodzi wodoszczelnej, zapalił się z skład węgla. Ogień udało się opanować, ale uszkodził on gródź, którą następnie zasmarowano olejem i przykryto. Tą wiadomość trzymano w ścisłej tajemnicy przed pasażerami, bowiem obawiano się ich utraty. Kiedy statek tonął, osłabiona gródź pękła na skutek napierania olbrzymich mas wody.

W południe, 10 kwietnia 1912 długi ryk syren Titanica dał znać, że czas wypływać. Kapitan wydał rozkaz "Cała naprzód!", a kiedy trzy ogromne śruby zaczęły się obracać, Titanic powoli ruszył. Już samo wypłynięcie statku nie obyło się bez problemów. Mniejszy statek "New York" oderwał się od lin cumujących, powodując groźbę zderzenia z jednostką "White Star Line". Kolejne etapy rejsu przebiegały bez problemów, aż do feralnej nocy 14 kwietnia.

Tego wieczoru niebo było nadwyraz spokojne, a księżyc był niewidoczny. Operatorzy radiotelegrafu przez kilka ostatnich dni odbierali ostrzeżenia o górach lodowych. Mimo tego jedyną reakcją ze strony kapitana był rozkaz skierowania statku nieco bardziej na południe.

O 13:45 statek SS America przesłał Titanicowi depeszę, w której ostrzegał, że parowiec płynie prosto ku polu lodowemu. Jednak z nieznanych przyczyn ta wiadomość nigdy nie dotarła na mostek. O godzinie 23:40 zauważono z bocianiego gniazda górę lodową. Statek zaczął skręcać, ale nie był dostatecznie zwrotny, aby uniknąć kolizji. Początkowo nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, że doszło do kolizji. Po krótkiej chwili okazało się, że statek zatonie w ciągu półtorej godziny. Sygnał SOS wysłano dopiero pół godziny po zderzeniu, a ewakuację rozpoczęto po 45 minutach. Oczywiście szalup było za mało, a poza tym opuszczano je z o wiele mniejszą ilością osób niż mogły pomieścić. O drugiej w nocy statek pogrążył się w ciemnościach. Stercząca pionowo rufa odłamała się od przedniej części, opadając na powierzchnię oceanu. Dziobowa część statku tonięcia natychmiast poszła na dno. Rufa unosiła się na wodzie jeszcze przez parę chwil, po czym zatonęła o godzinie 2:25.
 


Wszelkie prawa zastrzeżone © 2009